O autorze
Janusz Lewandowski (ur. 13 czerwca 1951 w Lublinie) – polski ekonomista i polityk, doktor nauk ekonomicznych, od 2010 do 2014 komisarz europejski ds. programowania finansowego i budżetu w Komisji Europejskiej, poseł na Sejm I, III i IV kadencji, były minister przekształceń własnościowych, poseł do Parlamentu Europejskiego, szef polskiej delegacji w Grupie EPL, przewodniczący delegacji UE-Iran.

Budżetowy wyrok zbiorowy za „zasługi” Kaczyńskiego i Orbana.

Batalia o budżet UE na lata 2021-27 rozgrywa się w lepszym klimacie, niż miało to miejsce w pamiętnym dla mnie roku 2011, kiedy powstał projekt na lata 2014-20. Wtedy Europa była w głębokim kryzysie, a Bruksela wzywała do zaciskania pasa. Jakby tego było mało, premier Cameron uzależniał zgodę na budżet od cięcia rzędu 100 mld euro! W efekcie, budżet wspólnotowy zmalał po raz pierwszy w dziejach integracji europejskiej. Jakim cudem Polska zyskała więcej, to już inna historia...

Dziś wyzwaniem jest Brexit. Znika płatnik netto, ale zarazem znika główny przeciwnik budżetu UE (partner PiS w europarlamencie). Zaś gospodarcza koniunktura skłania wiele stolic, w tym Warszawę do zwiększenia składki na Unię. Mniej groźny, niż się wydawało okazał się odrębny budżet strefy euro. Po pierwsze, nie będzie odrębny. Będzie częścią budżetu wspólnotowego. Po drugie, jego rozmiary - 50 mld euro na siedem lat - nie zagrażają krajom non-euro. Szkoda tylko, że Polska PiS nie sięgnie po te pieniądze.

Dzisiejsze zagrożenia dla polskich funduszy mają źródło w Warszawie i Budapeszcie. Do roku 2015 były rozmaite kłopoty z „nowymi” krajami, ale większy problem był z Południem. Przeważał pogląd, że historyczne rozszerzenie UE w roku 2004 to sukces i szczęśliwe przezwyciężenie dziedzictwa Jałty. Łączyła sie z tym gotowość przekierowania hojnego budżetu, wspomagającego dotąd państwa iberyjskie, Grecję i Irlandię, w stronę Wschodu. Po roku 2015 klimat zmienił się radykalnie, za sprawą „dobrej zmiany”. Bo to nie małe Węgry, ale największy z „nowych” krajów! Wielkie nadzieje i wielkie rozczarowanie. Czy na prawdę dzielimy te same demokratyczne wartości, które były przepustką do Unii? Gdy na korytarzach Brukseli dało się słyszeć, że rozszerzenie UE było błędem, wiedziałem, że prędzej czy później Polska zapłaci słoną cenę za grzechy PiS.

Stało się! Projekt budżetu UE 2021-27 to dopiero początek trudnej batalii, ale już widać straty. Polska straci w spójności znacznie więcej, niż deklarowane przez komisarza Oettingera cięcie rzędu 7 proc. Każdy dodatkowy, stracony miliard idzie na konto Kaczyńskiego. To już nie tylko utrata wpływów i rosnący wstyd za rządzących. Koszt „wstawania z kolan” staje się policzalny w miliardach euro!


Unijne siedmiolatki 2007-13 oraz 2014-20 były budżetami solidarności z Wschodem. Z krajami dawnego RWPG, które po roku 1989 ruszyły w poszukiwaniu straconego czasu. Plan na lata 2021-27 jest wyrazem soidarności z Południem. Z krajami, które najgorszy kryzys gospodarczy mają za soba, ale zmagają się z kryzysem migracyjnym. Na co liczy Polska PiS otwarcie manifestująca całkowitą obojętność w tej sprawie? Dwa bratanki, Polska i Węgry szykują dla siebie większą szkodę, niż wstępne cięcia w funduszach spójności, które można łatwo wyczytać z propozycji Komisji Europejskiej z dnia 2 maja 2018 roku. Już przyznane fundusze mogą być zamrożone w krajach, które łamią zasady europejskiego klubu. Już nie tylko zasady racjonalnego gospodarowania, lecz także zasadę rządów prawa. Wiązanie budżetu UE z praworządnością jest inspirowana wprost przez nadużycia władzy PiS. Ale brak zaufania, jaki spowodowała „dobra zmiana” i oligarchiczny system Węgier ciąży całej Europie Środkowo-Wschodniej. W tym sensie nasza część Europy odsiaduje budżetowy wyrok zbiorowy za grzechy Kaczyńskiego i Orbana! Wyrok przeliczalny na miliardy euro!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...