O autorze
Janusz Lewandowski (ur. 13 czerwca 1951 w Lublinie) – polski ekonomista i polityk, doktor nauk ekonomicznych, od 2010 do 2014 komisarz europejski ds. programowania finansowego i budżetu w Komisji Europejskiej, poseł na Sejm I, III i IV kadencji, były minister przekształceń własnościowych, poseł do Parlamentu Europejskiego, szef polskiej delegacji w Grupie EPL, przewodniczący delegacji UE-Iran.

Polityka rolna UE trzyma się mocno

Uwaga, uwaga nadchodzi… 2 maja Komisja Europejska ujawni projekt budżetu UE na lata 2021-27. Podkreślam - projekt, bo to początek batalii, jakże istotnej dla Polski. Ponad 60 proc. wszystkich inwestycji publicznych w Polsce to projekty współfinansowane przez Unię. Im gorzej z inwestycjami prywatnymi, z uwagi na niepewny klimat polityczno-prawny, tym większą wagę mają fundusze Unii.

Na razie mamy przecieki. Komisja Junckera jest pod tym względem mniej szczelna niż komisja Barroso w której uczestniczyłem. Ciekną m.in. plany na politykę rolną, którą oficjalnie poznamy 29 maja. Wspólna Polityka Rolna to jeden z paradoksów Unii. Od niej zaczął się wspólnotowy budżet. Jest najbardziej krytykowanym i zarazem najbardziej trwałym składnikiem budżetu. Niewielki udział w unijnym rynku pracy, poniżej 5 proc. i niewspółmierne do tego wpływy. Mogę to potwierdzić, bo objechałem wszystkie stolice i parlamenty Unii w fazie projektowania Wieloletnich Ram Finansowych 2014-20. W każdym parlamencie najgłośniejsi byli obrońcy rolnictwa! Łącznie z Izba Lordów w Londynie, gdzie miałem ciepłe przyjęcie. Był tylko jeden wyjątek – szwedzki Riksdag. Jedyny, który współbrzmiał z uparta krucjatą rozmaitych think-tanków ulokowanych w Brukseli, na rzecz modernizacji budżetu, kosztem tradycyjnych dziedzin, czyli kohezji i rolnictwa.

Przy wtórze tych wezwań, w toku przewlekłych negocjacji w kryzysowym klimacie Europy urodziła się obecna Perspektywa Finansowa 2014-20. Wspólna Polityka Rolna obroniła się, stanowiąc 38 proc. całości (373 mld euro w cenach 2011). Dużo, ale już nie ok. 60 proc. z końca XX wieku i o 39 mld euro mniej niż w siedmiolatce 2007-13. Pomimo tego Polska koperta rolna wzrosła o 1.6 mld euro. Możliwość przesuwania środków z II filaru (Fundusz Rozwoju Obszarów Wiejskich) zapewniła uzupełnienie luki po dopłatach krajowych i dźwignęła nasze dopłaty rolne w pobliże średniej UE.

Oceniając politykę rolną, trzeba pamiętać, że jest to par excellence polityka wspólnotowa, finansowana wyłącznie z budżetu UE. To tłumaczy dysproporcję między niskim wkładem rolnictwa do unijnego PKB i znaczącym udziałem w budżecie. Krytykowana jest jako przejaw europejskiego protekcjonizmu, nieprzyjaznego dla krajów zależnych od eksportu produktów rolno-spożywczych. Z drugiej strony, unijni farmerzy otrzymują wsparcie za cenę spełnienia wygórowanych i kosztownych standardów, które nie obowiązują poza UE. Wspólną Politykę Rolną należy traktować jako sposób na przetrwanie obszarów rolnych, zwłaszcza w „starej Unii”. I tak się wyludniają, nawet w Francji, która traktuje swoich agriculteurs jako kustoszy wiejskiego krajobrazu. Dlatego tak ważne, na wschodzie i zachodzie Europy są zachęty materialne dla młodych rolników, by zostali na ojcowiźnie.


Co wiemy o przyszłości? Polityka rolna UE trzyma się mocno. Nawet zapowiedziane przez komisarza Oettingera cięcia rzędu 6 proc. nie zmniejszą jej wagi w całości budżetu. Nowinką będzie limit wypłat (tzw. capping) - 60.000 euro na jedno gospodarstwo. Pochwalam. Dotąd mogły razić dysproporcje: 80 proc. dopłat trafia do 20 proc. beneficjentów, wśród których prym wiedzie królowa Anglii, lordowie oraz koncerny cukrownicze z Niemiec. Będzie też możliwość obustronnego transferu środków pomiędzy filarem I (dopłaty) i filarem II (Fundusz Rozwoju Obszarów Wiejskich). Ale nie więcej niż 10 proc. gdy aktualnie można transferować do 25 proc. Reszta wkrótce się odsłoni, dając początek batalii budżetowej. Tak słabej pozycji, jak obecnie, pod rządami PiS, nie mieliśmy od czasu wstąpienia do UE w roku 2004!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...