O autorze
Janusz Lewandowski (ur. 13 czerwca 1951 w Lublinie) – polski ekonomista i polityk, doktor nauk ekonomicznych, od 2010 do 2014 komisarz europejski ds. programowania finansowego i budżetu w Komisji Europejskiej, poseł na Sejm I, III i IV kadencji, były minister przekształceń własnościowych, poseł do Parlamentu Europejskiego, szef polskiej delegacji w Grupie EPL, przewodniczący delegacji UE-Iran.

Warto być przyzwoitym

Zwycięzców się nie sądzi. Są jednak wyjątki, a listę wyjątków wydłuża Angela Merkel. Tegoroczne wybory w Niemczech obserwowano jedynie pod katem spodziewanej zawartości populizmu w Bundestagu i przyszłych układów koalicyjnych. CDU-CSU wygrał czwarty raz z rzędu i czwarty raz twarzą tego zwycięstwa była Angela Merkel. Cztery zwycięstwa pod rząd są rzadkością. Najwięcej przykładów dostarczają Niemcy Adenauera, Kohla i Merkel, co wraz z wysoką frekwencją jest świadectwem zaufania do liderów, którzy umiejętnie prowadzą kraj w niespokojnych czasach.

W roku 2015 Angela Merkel, zazwyczaj kojąca niemieckie niepokoje (kryzys gospodarczy, Brexit, imperialny Putin, nieprzewidywalny Trump), zafundowała rodakom wstrząs, w postaci otwarcia granic i napływu miliona uchodźców. Każdy, kto zna panią kanclerz wie, że nie było w tym żadnego wyrachowania, ani kalkulacji politycznego ryzyka. Był to rzadko spotykany w dzisiejszych czasach odruch moralny, godny córki pastora oraz akt solidarności (odpowiedź na rozpaczliwy apel kanclerza Austrii), godny osoby, którą inspirowała polska „Solidarność”. Nasi chrześcijańscy przywódcy obnoszący się nachalnie z swoją religijnością i dzisiejsi przywódcy NSZZ Solidarność, powołujący się na tradycję Sierpnia 1980 nie mają z tak rozumianą moralnością nic wspólnego!

Angela Merkel zapłaciła cenę, która znacznie wzrosła po ekscesach sylwestrowych w Kolonii na przełomie 2015 i 2016 roku. Wtedy też profesorska Alternative fuer Deutschland, niechętna euro i sponsorowaniu Greków, urodziła się na nowo, jako partia antyislamska, wręcz neofaszystowska i złapała wiatr w skrzydła. Zgotowała Angeli piekło na wiecach wyborczych. Nazywanie jej „zdrajczynią” i zapowiedź komisji śledczej przypomina repertuar polityczny PiS. Angela Merkel pogodnie to znosiła, strzepywała ślady po pomidorach lecących w jej kierunku - i znowu wygrała! Zapłaciła utratą kilku punktów. Ale triumf przyzwoitej polityki smakuje lepiej...

Inny przypadek, także z Niemiec, ale z innej rodziny politycznej: Willy Brandt ryzykujący „politykę odprężenia” (Entspannungspolitik) wobec wschodnich sąsiadów z bloku komunistycznego i jego pamiętne, spontaniczne uklęknięcie przed pomnikiem warszawskiego getta. Odsądzany w swoim kraju od czci i wiary, nazywany zdrajcą, wydawał się politycznie przegranym. Nie pomógł zamach palestyński podczas igrzysk w Monachium. Ale Brandt trwał przy obranym kursie politycznym, wspierany przez własna partię. Z wyborów w listopadzie 1972 roku wyszedł zwycięsko, a SPD zanotowała najlepszy wynik w powojennej historii (45,8 proc.) Zwycięstwo dedykował „przyzwoitym Niemcom”...

Czy ryzykowny gest Angeli Merkel przesądził o obecności populistów AfD w Bundestagu? Zapewne miał w tym udział. Można jednak wzniecić rasistowskie nastroje nawet w takim kraju, w którym nie ma uchodźców - co ilustruje Polska Kaczyńskiego! Jednocyfrowe wyniki AfD w zachodnich landach i dwucyfrowe w dawnej DDR świadczą raczej o tym, jakie ślady zostawia pedagogika totalitaryzmu w ludzkich głowach. Tym groźniejsze jest granie na złych emocjach w ramach „dobrej zmiany”. Niemoralne i nieprzyzwoite - czyżby opłacalne w naszym kraju?!
Trwa ładowanie komentarzy...