O autorze
Janusz Lewandowski (ur. 13 czerwca 1951 w Lublinie) – polski ekonomista i polityk, doktor nauk ekonomicznych, od 2010 do 2014 komisarz europejski ds. programowania finansowego i budżetu w Komisji Europejskiej, poseł na Sejm I, III i IV kadencji, były minister przekształceń własnościowych, poseł do Parlamentu Europejskiego, szef polskiej delegacji w Grupie EPL, przewodniczący delegacji UE-Iran.

Brexit – chaotyczny i kosztowny powrót do przeszłości

Wystarczył jeden dzień w Irlandii, by objawiła się ponura prawda Brexitu. Pozna ją na swój sposób każdy kraj Unii Europejskiej, ale szczególnie Zielona Wyspa. Została wzięta w dwa ognie. Ma specjalne relacje z USA, a tam nieprzewidywalny Trump. Ma specjalne relacje z Wielką Brytanią, a tam Brexit! Do roku 2016 Irlandia krzepiła całą Europę opowieścią o wyspie, na której jeszcze w XX wieku ludzie umierali z głodu i która po wstąpieniu do Unii, na progu XXI wieku osiągnęła wyższy poziom życia niż dumny Albion. Niebywały sukces materialny szedł w parze z historycznym pojednaniem Irlandczyków! Czas nienawiści i krwawego terroru skończyło definitywnie tzw. Good Friday Agreement z 10 kwietnia 1998, przyjęte przez rządy Irlandii i Wielkiej Brytanii, uznane przez polityków Ulsteru. Warto pamiętać, że architekci porozumienia - katolik John Hume i protestant David Trimble, obaj wyróżnieni pokojową Nagrodą Nobla, zgodnie przypisali Brukseli, a nie Londynowi, czy Dublinowi, główną zasługę. Zniknęła granica, zabliźniły się rany. Unia Europejska wspomagała ten proces solidnym pieniądzem w ramach programu PEACE.

Brexit zamyka optymistyczny rozdział irlandzkich dziejów. Wraca zmora granicy, na nowo dzielącej wyspę. Rysują się nowe napięcia. Irlandczycy z Północy, z racji przyznanego obywatelstwa Irlandii, pozostaną obywatelami Unii, choć jako poddani królowej Anglii znajdą się poza Unią! Czy skorzystają z prawa do zjednoczenia wyspy, przyznanego w porozumieniu z roku 1998? A co z unią celna, itp., itd.? Irlandia to pouczające laboratorium następstw Brexitu, o jakich nie myślał brytyjski suweren w dzień nieszczęsnego referendum! Nic dziwnego, że zgrzytają zębami ludzie na ulicach Belfastu i na ulicach Dublina. Jak bardzo trapi to polityków, o tym mogliśmy się przekonać w irlandzkim Wicklow. Wśród gości Tony Blair, który jako premier Wielkiej Brytanii sygnował przełomowe Good Friday Agreement. I mój były kolega z Komisji Europejskiej, Michel Barnier. Kiedyś zajmował się programem PEACE, dziś mianowany głównym negocjatorem Brexitu z ramienia Unii, z ambitnym celem, by uzgodnić rozwód do roku 2019.

Irlandia to zaledwie wierzchołek góry lodowej, jaką stanowi Brexit. Każdy kraj ma swoją specyficzną agendę - od Polaków na wyspach po Gibraltar, który znowu stał się problemem. Nad tymi narodowymi troskami góruje powszechna zmora niepewności. „Brexit is a mess” – słyszałem w Irlandii. Jakby brakowało niewiadomych w otoczeniu UE, a także po drugiej stronie Atlantyku. Anglicy będą okrywali krok po kroku następstwa swej decyzji, która poraziła młode pokolenie, Szkocję i Irlandię. Przyjdzie czas, gdy główni aktorzy Brexitu, jakże dumni, że poruszyli emocje, będą musieli zmierzyć się z bolesnymi realiami, docierającymi do powszechnej świadomości!

Nie życzę źle Anglikom, bo łączy nas wspólnota europejskiego losu w globalnym świecie. Życzę źle politykom, którzy kłamali i straszyli. Zgotowali wielki kłopot swym rodakom i całej Europie. Podobnie jak ci, co utopili w kłamstwie Polskę w wyborach roku 2015. Z woli suwerena, karmionego „fake news” Polska i Wielka Brytania czynią krok wstecz. Ryzykowny powrót do przeszłości w globalnym świecie, który pędzi do przodu!
Trwa ładowanie komentarzy...