2017 rokiem politycznej trzeźwości

Pierwsza runda wyborów rzadko rozpala większe emocje, aniżeli ostateczne rozstrzygnięcie, ale tak właśnie było 25 kwietnia w Francji. Tego dnia Francuzi uwolnili siebie i Europę od wyboru między dżumą a cholerą. Spotkanie nacjonalizmu z lewackim ekstremizmem w drugiej rundzie wyborów zwiastowałoby koniec wspólnoty europejskiej, jaką znamy. Pierwsza runda była dramatycznym znakiem zapytania, z uwagi na sondażową karierę populizmu w samym centrum kontynentu. Niepokój brał się z doświadczeń roku 2016. W dwóch przypadkach, mających egzystencjalne znaczenie dla zachodnie demokracji – referendum brytyjskim i wyborach w USA, dopiero przy urnie suweren objawił swe większościowe oblicze. Zasypiałem spokojny w czwartek 23 czerwca 2016 roku, bo choć nie było tzw. exit polls, to internetowa sonda firmy YouGov i pracowni Ipsos Mori wskazywały na porażkę Brexitu. Rano ujawnił się kłopot, jaki premier Cameron zgotował Anglikom, Szkotom, Irlandczykom Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Potem, 8-ego listopada, także wbrew sondażom, objawił się światu prezydent Trump.

Mniejsza jednak o mylne sondaże. Najbardziej porażało nasycenie tych dojrzałych demokracji demagogią, fake news oraz propagandowymi usługami Kremla. A trzeba pamiętać, że prototypem i kopalnią fake news była polska kampania roku 2015. Jej sztandarowe hasło: „Polska w ruinie”, ukrycie prawdy o rzeczywistych kandydatach na MON i szefa służb specjalnych, a nawet przebieranie rosyjskich dzieci w polską biedę! Mając za sobą takie przygody demokracji 2015-16 można było drżeć o Francję. Zamachy terrorystyczne ułatwiały robienie polityki na ludzkich lękach. Usprawiedliwia to obniżone oczekiwania. Byle Macron lub Fillon w drugiej rundzie oraz „tout sauf Le Pen”! A powinno zastanawiać 40 proc. głosów oddanych na skrajnie antyeuropejski populizm. Powinna martwić dekompozycja życia politycznego. Ale to zmartwienia na przyszłość, bo 7 maja Francja powinna wybrać prezydenta, który chce budować wspólną Europę.

Najbardziej cieszy tendencja. Już po Brexicie sondaże wskazywały wzrost zaufania do Unii na naszym kontynencie. Już grudzień 2016 był znakiem nadziei, skoro sędziwy i niezbyt porywający Van der Bellen zatrzymał pochód Waltera Hofera po prezydenturę Austrii. W roku 2017 najpierw uspokoiła Holandia, teraz Francja. Kolejna niewiadoma to Włochy, w mniejszym stopniu Czechy, ale Niemcy mogą imponować jako oaza stabilności.

Przez dwa lata populizm dyktował agendę debaty publicznej, zbiorowe emocje i podmywał europejski projekt. Gdy zajrzała w oczy alternatywa, po Brexicie, rośnie odporność na demagogię. Chciałoby się proklamować rok 2017 rokiem politycznej trzeźwości. W nadziei, że nie zabraknie jej w następnych polskich wyborach!
Trwa ładowanie komentarzy...