• 2017 rokiem politycznej trzeźwości

    Pierwsza runda wyborów rzadko rozpala większe emocje, aniżeli ostateczne rozstrzygnięcie, ale tak właśnie było 25 kwietnia w Francji. Tego dnia Francuzi uwolnili siebie i Europę od wyboru między dżumą a cholerą. Spotkanie nacjonalizmu z lewackim ekstremizmem w drugiej rundzie wyborów zwiastowałoby koniec wspólnoty europejskiej, jaką znamy. Pierwsza runda była dramatycznym znakiem zapytania, z uwagi na sondażową karierę populizmu w samym centrum kontynentu. Niepokój brał się z doświadczeń roku 2016. W dwóch przypadkach, mających egzystencjalne znaczenie dla zachodnie demokracji – referendum brytyjskim i wyborach w USA, dopiero przy urnie suweren objawił swe większościowe oblicze. Zasypiałem spokojny w czwartek 23 czerwca 2016 roku, bo choć nie było tzw. exit polls, to internetowa sonda firmy YouGov i pracowni Ipsos Mori wskazywały na porażkę Brexitu. Rano ujawnił się kłopot, jaki premier Cameron zgotował Anglikom, Szkotom, Irlandczykom Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Potem, 8-ego listopada, także wbrew sondażom, objawił się światu prezydent Trump. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Konkurs cierpień się skończył. W Europie konkuruje się sukcesami.

    Tym razem Wielkanoc zbiegła się w czasie z rocznicą istotną dla mojej rodziny. Skłaniającą do zadumy nad polskim losem. 154 lata temu, 16 kwietnia 1863 roku Rosjanie stracili w Lublinie Leona Frankowskiego, komisarza powstania styczniowego na województwo lubelskie. Miał być rozstrzelany, jak żołnierz, ale akurat wyszedł okólnik nakazujący wieszanie powstańców, by ich bardziej pohańbić. Leon miał wtedy 21 lat! Moja matka wywodzi się z rodziny Frankowskich, obecnej na różnych frontach tego nieszczęsnego zrywu, za co zapłacili straszną cenę. Odczuwam dumę, oczywiście, gdy zapalam znicze przy grobie powstańców styczniowych na starej nekropolii przy ulicy Lipowej w Lublinie i widzę harcerzy trzymających wartę honorową. Zarazem, warto wyciągać wnioski dla przyszłych pokoleń. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Wotum nieufności to łagodny wymiar kary

    IV RP trwała krótko, co ograniczyło szkody. Polakom starczyło cierpliwości na dwa lata. Poczucie wstydu za rządzących zmobilizowało pospolite ruszenie młodych i starszych przy urnach w roku 2007. Znakiem firmowym IV RP było nadużywanie aparatu władzy przez ministrów Ziobro i Kamińskiego. Macierewicz dołożył swoje, likwidując Wojskowe Służby Informacyjne w taki sposób, że obniżył bezpieczeństwo naszych żołnierzy na misjach zagranicznych, a podatników naraził na odszkodowania dla osób zniesławionych. Wszyscy trzej nie powinni nigdy więcej zbliżyć się do narzędzi władzy państwowej, bo mylą je z narzędziami walki politycznej. Wszystkich trzech ukryto na czas kampanii, ale wynurzyli się po wyborach. CZYTAJ WIĘCEJ
  • 60 lat minęło…

    Kondycja Unii Europejskiej nie sprzyja świętowaniu. Optymizm końca XX wieku jest bladym wspomnieniem. Wtedy – pod wrażeniem Jesieni Ludów – nasz Stary Kontynent był „nowym odważnym światem”. Dziś solidarność europejska jest wystawiona na ciężką próbę. Polska wydłużyła niestety listę europejskich problemów. Tym bardziej, z okazji 60-lecia Traktatów Rzymskich warto przypominać prawdy fundamentalne: CZYTAJ WIĘCEJ
  • Schyłek Rzeczypospolitej – lekcja, czy inspiracja?

    9 marca 2017 roku premier Szydło podjęła bezpłodną próbę wetowania konkluzji Rady Europejskiej, zanim je poznała. 9 marca 1652 roku poseł upicki Siciński jako pierwszy wykorzystał liberum veto, by zerwać obrady sejmu. Wtedy też chodziło o przedłużenie – prolongatę obrad ówczesnego parlamentu. Widzi się w tym i słusznie, początek końca Rzeczypospolitej. Ościenne państwa szybko się zorientowały, jak skuteczna może być broń liberum veto w paraliżowaniu reform, które mogły usprawnić naszą państwowość. Sto lat później sąsiedzi zamienili się w zaborców. W międzyczasie Rzeczpospolita gniła od wewnątrz, zarażona prywatą, wspomagana przez diabelski wynalazek liberum veto. CZYTAJ WIĘCEJ
  • PiS jak pies ogrodnika. Wersja eksportowa.

    Najnowsza wunderwaffe, w osobie Saryusz-Wolskiego, wzbogaciła arsenał środków PiS ds. zwalczania Tuska w roli szefa Rady Europejskiej. Pomysłowości w destrukcji trudno im odmówić. Bywają ludzie kreatywni w psuciu i szkodzeniu. Bielan i Czarnecki na pewno zasłużyli na uznanie niedościgłego mistrza w tej dziedzinie – Jarosława Kaczyńskiego. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Uwaga nadchodzi: euro-budżet!

    Przypomina potwora z Loch Ness. Dużo się o nim mówi. Wyłania się i znika w debacie europejskiej, ale tak naprawdę nikt go jeszcze nie widział. Przybiera różne nazwy: financial Instrument, fiscal capacity, budgetary capacity - ale to kamuflaż. Chodzi o odrębny, pełnokrwisty budżet dla strefy euro! Strefa ma 19-tu udziałowców oraz wolontariuszy w postaci Monako, San Marino, Watykan, Andora, a nawet Czarnogóra i Kosowo. Nie ma wśród nich Polski... CZYTAJ WIĘCEJ
  • Nasze energetyczne wygody i niewygody w Unii Europejskiej

    Obecnie przeważa niewygoda, bo rozgrywa się batalia o reformę unijnego sytemu handlu emisją CO2 (ETS). Jest to rynkowy mechanizm wprzęgający energetykę w zmagania z ociepleniem klimatu. Od samego początku, czyli negocjacji akcesyjnych, przez lata członkostwa, aż do dnia dzisiejszego, dostosowanie naszej energetyki do wymogów środowiskowych Unii rodzi napięcia. Taka jest uroda naszej energetyki, opartej na węglu. Zachód miał więcej czasu na stopniowe przeobrażenie takich skupisk węgla i stali, jak Zagłębie Ruhry, czy Limburgia. Zagranica docenia nowy krajobraz gospodarczy Śląska, ale już skokowy spadek emisji gazów cieplarnianych w Polsce po roku 1989 umyka uwadze, bo unijna poprzeczka wędruje coraz wyżej. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Gryzienie lepszych po łydkach. Taka nasza tradycja

    Może nie jest tak źle jak w Rosji, gdzie szczęśliwych i spełnionych ludzi lubi się jedynie w piosenkach i po śmierci, ale bezinteresownej zawiści trudno Polakom odmówić. W piekle tylko polski kocioł obywa się bez stróża, bo rodacy sami załatwią każdego, kto się wychyla. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Porażka prawdy nie jest zwycięstwem demokracji

    Trzykrotnie w latach 2015-16 ludowy suweren decydował o losach Polski, Europy i świata. Teraz mierzymy się z skutkami. Prawomocności vox populi nikt nie podważa. Tyle, że trzykrotnie wybierano przyszłość w oparciu o zafałszowany obraz rzeczywistości, który stał się prawdą w odczuciu milionów ludzi w wyniku kłamliwej kampanii. Czy na pewno jest to zwycięstwo demokracji? Czy też zwiastun śmiertelnej choroby? CZYTAJ WIĘCEJ